Czy Armia Stanów Zjednoczonych planowała wojnę z przybyszami z kosmosu?

W 1955 roku generał Douglas MacArthur wygłosił w Akademii West Point przemówienie, które później opublikowano w kilku amerykańskich gazetach :

„Narody świata będą musiały się zjednoczyć w czasie kolejnej wojny, która będzie wojną międzyplanetarną.
Narody Ziemi muszą kiedyś stworzyć wspólny front przed atakiem ludzi z innych planet.”

Nagłówek „Chicago Tribune” pisał: „MacArthur obawia się wojen kosmicznych!”  Stany Zjednoczone widziały w nim wybawcę, tym bardziej że od 1947 roku rozpoczęła się UFO-mania.

Generał Douglas MacArthur/materiały prasowe
 Kolejny raz wspomniał o „gwiezdnych wojnach” 12 maja 1962 roku w West Point w czasie przemowy do kadetów.

Co może rzucić nieco światła na słowa MacArthura –  podczas przemówienia na uczelni było bardzo wielu przedstawicieli prasy, a sam generał przygotowywał się do wydania swoich wspomnień, które gorączkowo spisywał.

Podczas przemówienia opowiadał o nowych, nieznanych dotychczas zagrożeniach, materiałach, sposobach napędów statków kosmicznych i ponownie stwierdził, że konflikt z cywilizacją pozaziemską jest całkowicie prawdopodobny.

 Według opinii publicznej, oświadczenie MacArthura miało wyjaśniać dlaczego w 1946 roku wysłano ekspedycję w Antarktykę,  przez sekretarza marynarki Jamesa Forrestala Task Force 68 (Grupa Operacyjna 68) pod dowództwem znanego odkrywcy i polarnika, kontradmirała Richarda E. Byrda. Oficjalna nazwaoperacji: „The United States Navy Antarctic Developments Program, 1946-47”-  jak i dowództwo tego oficera sugerowało, że jest to wyprawa badawcza. Tak zresztą była przedstawiana  w mediach .

Wyprawa miała trwać kilka miesięcy, ale skończyła się po niecałych ośmiu tygodniach.
W czasie odwrotu wyprawy, kiedy TF-68 zawinęło do chilijskich portów, dziennikarze wypytując marynarzy dowiedzieli się o dziwnych wydarzeniach, jakie miały miejsce kilka tygodni wcześniej. Potwierdził to też kontradmirał Byrd, który bez ogródek powiedział, że „TF-68 napotkała nowego wroga i że może on latać od bieguna do bieguna z niesamowitą prędkością”. Wszystkie te informacje pojawiły się w chilijskiej prasie, jednak rząd USA nigdy ich nie potwierdził. Słowa generała miały być świadectwem, które miało potwierdzać wersję o istnieniu UFO.

W „Waldorf-Astoria” podczas 45-minutowego spotkania z burmistrzem Neapolu Achille Lauro, ponownie  podniesiono kwestię walki z kosmitami.  Zapytany przez prasę Włoch nie omieszkał wspomnieć o kontrowersyjnym temacie. Twierdził, że generał jest optymistą, jeśli chodzi o przyszłą wojnę, która na pewno wybuchnie w jakiejś nieodległej przyszłości. Jednak uważa, że wszyscy ludzie na Ziemi powinni się zjednoczyć w walce ze wspólnym wrogiem.

-” Uważa, że kolejna wojna byłaby podwójnym samobójstwem i jest to wystarczającym powodem, aby po obu stronach Żelaznej Kurtyny dążyć do tego, aby jej uniknąć” – cytował go New York Times.

– „Uważa, że ze względu na rozwój nauki, wszystkie kraje na Ziemi będą musiały się zjednoczyć, aby przetrwać atak ludzi z innych planet.”

W 1946 roku Stany Zjednoczone i Związek Radziecki były jeszcze sojusznikami, choć sojusz ten miał już bardzo słabe podstawy i zaczynał się  rozpadać.  Rosjanie bacznie przyglądali się działaniom Amerykanów w Antarktyce, z odtajnionych radzieckich dokumentów można się dowiedzieć, że sprawą tą bardzo interesowali się szef NKWD, Ławrientij Beria i sam Józef Stalin.

Z dokumentów określonych jako „tajne, tylko do wiadomości oficerów” można się dowiedzieć, że Amerykanie wysłali ekspedycję militarną, aby znaleźć i zniszczyć tajną niemiecką bazę na Antarktyce. Tak twierdzili radzieccy szpiedzy usadowieni w Połączonym Sztabie Armii Stanów Zjednoczonych. Według nich, po drodze natknęli się na nieznane siły, które zaatakowały wyprawę, zatapiając kilka jednostek i zestrzeliwując nieznaną liczbę samolotów.

W materiałach radzieckiego wywiadu pojawiają się wypowiedzi dwóch amerykańskich marynarzy biorących udział w operacji High Jump. Pierwszym jest John P. Szehwach, radiooperator z niszczyciela USS „Browson”, który opisał wydarzenia z 17 stycznia 1947 roku:

„Ja i moi koledzy staliśmy na lewej burcie sterówki i obserwowaliśmy przez kilka minut jasne światła, które wyleciały spod wody pod kątem 45 stopni i przeleciały bardzo szybko za horyzont. Nie mogliśmy ich śledzić na radarze, bo mieliśmy go ustawionego do obserwacji na wprost i operator nie zdążył nawet obrócić”.

W ciągu kilku kolejnych dni, według radzieckiego raportu, UFO przeleciało w pobliżu amerykańskiej flotylli kilka razy, a okręty miały otworzyć ogień do nieznanych obiektów. Skończyło się to tragicznie dla Amerykanów.

Według porucznika Johna Sayersona, pilota łodzi latającej Mariner, jeden z samolotów tego typu został zestrzelony i spadł do morza. W tym samym czasie około 10 mil od głównych sił został zaatakowany niszczyciel USS „Maddox”, który szybko stanął w płomieniach i zatonął.

Zastanawiający jest los kontradmirała Byrda, który po powrocie z wyprawy chciał opublikować swoje wspomnienia, jednak mu tego zabroniono. Wkrótce potem został wysłany na emeryturę, a gdy nadal opowiadał o wydarzeniach z lat 1946-1947, trafił do zakładu dla obłąkanych. Czyżby rząd Stanów Zjednoczonych chciał zamknąć usta jednemu z największych bohaterów Ameryki?

Po podpisaniu zawieszenia broni w 1953 roku admirał Byrd, został uznany za zdrowego psychicznie i na mocy rozkazu prezydenta Eisenhowera przywrócony do służby w stopniu admirała. Miał dowodzić nową wyprawą pod kryptonimem Deep Freeze.

Nie wiadomo też, co tak naprawdę stało się z admirałem Byrdem. Miał on umrzeć zaraz po powrocie do Stanów Zjednoczonych, we śnie, w swoim domu w Bostonie. Jednak nigdzie nie można znaleźć osoby, która widziałaby jego ciało po śmierci. Został bardzo szybko pochowany, wraz z wieloma tajemnicami ostatnich wypraw arktycznych.

Źródło; Interia, Onet , Fakt

Kontakt

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *